Nie jeździć na rowerze bez szalika. A przynajmniej po 1 października. Bo jak się jeździ, to ma się potem kaszel i nie można spać, przynajmniej ja. Nie mogąc spać, obejrzałem Jak być kochanąHasa z 1963 r. (scenariusz Kazimerza Brandysa), co było dobrym pomysłem, bo o 5 rano nie musiałem nikomu z zagranicy tłumaczyć, o czym to jest. A film jest, jak sam tytuł wskazuje, o Historii.
Zmarzłem dzisiaj. Zawiało, zapadało, zanieprzyjemniało. Więc na okoliczność jesieni nabyłem dziś czapkę i szalik (bo zeszłoroczne, jak wiele innych, zgubiłem).
No i jak zmarzłem to mi się przypomniało o piosence Waligórskiego:
Raz staruszek, spacerując w lesie,
Ujrzał listek przywiędły i blady
I pomyślał: -Znowu idzie jesień,
Jesień idzie, nie ma na to rady!
I podreptał do chaty po dróżce,
I oznajmił, stanąwszy przed chatą,
Swojej żonie, tak samo staruszce:
-Jesień idzie, nie ma rady na to!
A staruszka zmartwiła się szczerze,
Zamachnęła rękami obiema:
-Musisz zacząć chodzić w pulowerze.
Jesień idzie, rady na to nie ma!
Może zrobić się chłodno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień?
Trzeba będzie wyjść z kufra futro,
Nie ma rady, jesień, jesień idzie!
A był sierpień. Pogoda prześliczna.
Wszystko w złocie trwało i w zieleni,
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.
Ale cóż, oni żyli najdłużej.
Mieli swoje staruszkowe zasady
I wiedzieli, że prędzej czy później -
Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.
W tej części Europy panuje, na pozór dosyć oczywiste, przekonanie, że instytucja jest zawsze trwalsza od człowieka. Przez wieki Holendrzy wypracowali sobie w miarę skuteczną instytucję rozwiązywania kwestii spornych zwaną poldermodel (od polderu) czy też overleg, w której generalnie chodzi o to, żeby móc powiedzieć “wszystkie zegarki pokazują tę samą godzinę” (de klokken zijn gelijk gezet). Overleg, (”wspólne konsultacje” czy też “narada”) to powolny proces wypracowywania konsensusu, w ramach którego każdy ma możliwość zabrać głos. W toku nieskończenie długich debat podejmuje się próby wypracowania wspólnego stanowiska w przekonaniu, że na dłuższą metę usprawnia to wspólne działanie.
Miałem napisać co innego, ale przez ostatni tydzień byłem zajęty wklepywaniem swoich szarych komórek w komputer i nie mam siły. Wkrótce będzie można mnie znaleźć w kilku grubych pismach, których nikt nie czyta - na najniższych półkach w księgarni. Zapraszam.
Zamiast wpisu będzie trailer filmu Balbiny Bruszewskiej z Se-Ma-Fora. Premiera jesienią.
Coraz bardziej przekonuję się, że posiadanie 300-letniego kredensu w salonie albo przekazywanego przez pokolenia trawnika jest sprawą niebagatelną. Nie możemy pochopnie negować wartości ciągłości kulturowej, szczególnie w kraju, gdzie historia tyle razy wkraczała do naszych salonów i deptała nasze trawniki. Zanim przyłączymy się do jednego z tak popularnych ruchów prowadzących współczesną wersję “walki z filistrem”, przypomnijmy sobie oczywistą prawdę - żeby walczyć z mieszczuchem trzeba go najpierw u siebie mieć.
Nagle zrobiło się tak ciasno, że nie było gdzie przypiąć roweru - Utrecht wrzucił kulturalny piąty bieg. Całe miasto zamieniło się w wielką imprezę. Ludzie wyszli na ulice, żeby malować, grać, tańczyć, śpiewać czy po prostu oglądać jak inni to robią. Niektórzy urządzili na swoich łódkach przyjęcia dla przyjaciół i pływali po kanałach zatrzymując się przy rozstawionych przy każdym moście artystach.