Coraz bardziej przekonuję się, że posiadanie 300-letniego kredensu w salonie albo przekazywanego przez pokolenia trawnika jest sprawą niebagatelną. Nie możemy pochopnie negować wartości ciągłości kulturowej, szczególnie w kraju, gdzie historia tyle razy wkraczała do naszych salonów i deptała nasze trawniki. Zanim przyłączymy się do jednego z tak popularnych ruchów prowadzących współczesną wersję “walki z filistrem”, przypomnijmy sobie oczywistą prawdę – żeby walczyć z mieszczuchem trzeba go najpierw u siebie mieć.
Korzystając z resztek jesiennego słońca, zamiast do muzeum, postanowiłem wybrać się na wycieczkę rowerową wzdłuż starego kanału łączącego Amsterdam i Ren (Amsterdam-Rijnkanaal) – nowy, prosty jak strzała nie ma już tego uroku. Trasa biegnie zakolami kanału przecinając szacowne miasteczka takie jak Oud-Zillen, Marseen czy Breukelen. W XVIII w. angielski gentleman Sachaverall Stevens entuzjazmował sie swoją podróżą tą trasą nazywając ją “jedną z najlepszych dróg w całej Europie”, która przypomina “aleję w najlepiej utrzymanym ogrodzie”. Rzeczywiście można odnieść wrażenie, że jedzie przez wielki ogród. Wzdłuż kanału, jeden obok drugiego rozsiane są nienagannie utrzymane posiadłości bogatych kupców holenderskich i arystokracji. Na wielu z nich zachowały się bardzo modne na przełomie XVI i XVII wśród klasy średniej ogrodowe domki przeznaczone do picia herbaty (theehuis), później równie często wykorzysywane jako izolatki dla gruźlików. Po drodze mija się wszystko, co kojarzy się z Holandią – krowy, wiatraki, poldery i groble.
Zarządzanie zasobami wodnymi to najważniejszy czynnik, który ukształtował holenderski krajobraz (i społeczeństwo). Okolica położona jest, w najlepszym wypadku, jedynie kilka metrów nad poziomem morza, więc utrzymanie odpowiednego poziomu wody jest tu sprawą kluczową dla życia. Pierwsze groble i polder Fryzowie budowali już ok. 12oo r., sle Holandia nie istniałaby gdyby nie wiatraki systematycznie przerzucające ogromne ilości wody zmieniając w ten sposób podtopione lub grząskie tereny w suche i żyzne poldery. Pierwszy wiatrak odwadniający zbudowano w Holandii w 1414 r. Kolejne zaczęły powstawać w coraz szybszym tempie począwszy od powodzi w dniu św. Elżbiety w 1421, która zatopiła 2o wiosek. Od XIII w. udało się wyrwać wodzie ok. 10000 km. kw. lądu.
“Bóg stworzył świat”, głosi stare powiedzenie, “ale Holendrzy stworzyli Niderlandy”. To wymagało przede wszystkim grupowego wysiłku. Ludzie zorganizowali się we wspólnoty, które budowały i konserwowały groble. Tak, dzięki przyrodzie, powstały niezwykle trwałe jak na owe czas instytucje życia publicznego. Za ich niestabilność Holandia zapłaciłaby głową. Kapitał kulturowy tylu wieków stabilności procentuje do dziś. Na poziomie codziennego doświadczenia objawia się prosto – spokojem i wyluzowaną umiejętnością cieszenia się sobotnim popołudniem wylegując się z książką nad kanałem. Nic na siłę i nic na pokaz – czysta afirmacja bytu.
c.d.n.
.
.
.
.
.
.
.

1 komentarz
październik 12, 2007 o 10:00 am
Tez tak lubie. Kiedys sie wybiore
)
!!
Pozdrowienia z Belgii
(tez mamy malownicze sciezki rowerowe…)