“Do you often eat bread in Porand?”, czyli o pierogach i ich znaczeniu dla wspólnototwórczej roli kuchni.
Nasz akademik podzielony jest na korytarze – w każdym jest sześć pokoi i kuchnia. Podział na to, co publiczne, i to co prywatne jest więc bardzo czytelny. Kuchnia, jedyne miejsce, gdzie się wszyscy spotykają, jest więc naszą przestrzenią publiczną, by tak rzec, naszą agorą. Ale nie jest ona przestrzenią sporu, ale współpracy i negocjacji: kubeczek na monety na wspólne zakupy ma się dobrze, a społeczne inicjatywy przybierają nowe formy. Składkowe pieniądze poszły na kupno woka, brytfanny i kabla, żeby podłączyć komputer do TV. Co jakiś czas urządzane są spotkania, żeby obgadać kluczowe sprawy – podział ról przy sprzątaniu korytarza, dlaczego trzeba czyścić kuchenke, i co zrobić kiedy nie ma się akurat czasu po sobie pozmywać (wywiesić kartkę). Taki mały model idealnego społeczeństwa. Porządek ma być!
Narodziła się też “nowa świecka tradycja”: posiłki regionalne. Nikita z USA zrobiła brunch (breakfast + lunch) czyli smażone ziemniaki, amerykańskie naleśniki z syropem klonowym, i jajecznica na boczku. Yuka z Japonii urządziła kurs przyrządzania Sushi : przynieś, co masz, a ja pokaże ci jak to zawinąć. Charlotte zaś zaserwowała crepes + szampana, s’il vous plait.No to ja wymyśliłem, że moim wkładem we wspólnotę będzie “typicall polish cuisine”. Nie byłoby dobrym pomysłem, żebym porywał się na samodzielne przyrządzenie potraw, więc poprosiłem o pomoc swojego mistrza – mamę. Dostałem bigos, pierogi z mięsem i ogórki kiszone.
Nikt nie zaprzeczy, że bigos nie należy do zbyt estetycznych potraw, więc z początku moja propozycja wywołała konsternację wśród Erasmusów. Ale zaraz po spróbowaniu wszyscy stali się fanatykami polskiej kuchni, z wyjątkiem ogórków, których wielu nie dojadło (aczkolwiek Rosjanka udowodniła swoją słowiańskość z zadowoleniem wypijając wodę ze słoika). Niestety zapamiętanie nazw przerosło możliwości całej grupy. Ale ja też nie byłem w stanie powtórzy chińskiego odpowiednika pierogów. Bo okazuje się, że to jest tam bardzo popularna potrawa (z tym że najczęściej z warzywnym nadzieniem) – z uwagi na pracochłonność przygotowania podaje się ją tylko najważniejszym gościom. Jeśli chodzi jeszcze o ciekawostki kulinarno-językowe, to zaskoczyło mnie pytanie Japonki o kwestię, z punktu widzenia naszej kultury oczywista. Yuka z właściwym Japończykom pomieszaniem głosek spytała: “Do you often eat bread in Porand?”.
Jutro Sarah, druga Francuzka, ma urodziny. Prezentem będzie Żubrówka.
.
.
.
.
.
.
.

1 komentarz
październik 12, 2007 o 10:08 am
Hej, wiem jak to jest – podawanie bigosu, albo pierogow komus, kto nigdy tego nie widzial, ani nie jadl (!!!!) I sproboj ich przekonac, ze to pyszne. Nie wszyscy dadza sie namowic. Moj chlopak zaczal doceniac wedzona (polksa krakowska) kielbase dopiero po kilku latach nieustannych prob i bledow, z mojej strony. Bo na poczatku bylo “hiszpanska serano- mm palce lizac; polska wedzona- blee, jak spalona”.
W kazdym razie ciesze sie, ze Tobie sie udala kolacja!!